List otwarty do prawicowo-konserwatywnego nurtu w PiS
Państwo: /-/ Arkadiusz Czartoryski, /-/ Jarosław Jagiełło, /-/ Andrzej Dera, /-/ Artur Górski /-/ Aleksander Chłopek, /-/ Zbigniew Kozak, /-/ Jerzy Rębek, /-/ Józef Rojek, /-/ Piotr Stanke /-/ Wojciech Żukowski, /-/ Jan Dziedziczak, /-/ Stanisław Pięta, /-/ Edward Siarka /-/ Barbara Marianowska, /-/ Maria Nowak, /-/ Zbigniew Dolata, /-/ Antoni Błądek, przedstawiający się jako prawicowo-konserwatywny nurt w PiS zechcieli wystosować list otwarty do „prawicowych wyborców po I turze wyborów”. Jako, że za takiego się uważam, otwarcie odpowiadam.
Szanowni Państwo, zechcieliście w swoim liście zebrać i przedstawić główne przymioty Waszego lidera. Można odnieść wrażenie, że zamiast kokietować prawicowego wyborcę, choćby tak jak robicie to w PiS z wyborcą lewicowym, przygotowaliście Państwo laurkę swojemu kandydatowi i trochę połajanek elektoratowi prawicowemu. Doceniam to i odbieram jako wyraz częściowej szczerości – dobra tak cennego w okresie kampanii wyborczej.
Jak zapewne doskonale się orientujecie, w elektoracie prawicy zauważalne miejsce zajmuje elektorat wolnorynkowy. Zainteresowało mnie więc Wasze zdanie o tym, że Wasz kandydat pragnie „dobrobytu, budowanego w systemie wolności gospodarczej, przy zachowaniu zasad solidarności różnych grup społecznych.” O ile dobrze zrozumiałem ten ogólnik, chodzi Wam o rozdzielanie owoców pracy Polaków na różne inne grupy ludzi, które tych owoców nie zrodziły. Szkoda, że nie ma tu cennych szczegółów, ale ponieważ znam niektórych z państwa z praktyki rządzenia i bezpośrednich rozmów, choćby pana Józefa Rojka (wówczas AWS), wiem czego się spodziewać.
Przechodząc do meritum. Jak napisaliście Państwo, jesteście w PiS jedynie nurtem, sądząc z liczby podpisów, dość nielicznym. W całej pisowskiej rzece znaleźliście się z Waszymi poglądami z różnych przyczyn. Chcecie byśmy i my, z naszymi prawicowymi poglądami weszli w to samo w czym tkwicie, choćby na czas wyborów, a później patrzyli jak pióro, naszego już wówczas wyraziciela, zacina się chcąc go przestrzec przed złą decyzją polityczną. Za co więc mamy sobie nadwątlać reputację? „Miejsca biorące” na listach wyborczych? Posady w spółkach skarbu państwa? Wiecie, że to nas nie interesuje. Może więc realizacja jakiegoś punktu naszego programu, byle nie w stylu: zmniejszamy jedne podatki i podnosimy inne? Tylko jak to pogodzicie z napieralskizmem?
Ponieważ nie możecie obiecać niczego materialnego, miałbym tylko jedną małą prośbę. Postarajcie się aby przedstawiciele Waszej formacji przestali używać komunistycznego, pardon – lewicowego oczywiście, języka. Skoro innej być nie może, niech nastanie choćby dekomunizacja (delewicyzacja) językowa. Od niej należało właściwie zacząć w 1989 roku.
Jak? To proste. Na przykład nasz UPR-owski znajomy Pan Poseł Zbigniew Kozak wytłumaczy występującemu wczoraj w Radio Maryja panu Czesławowi Hocowi, że zdanie „wzrost nakładów na służbę zdrowia, z tym że nie z kieszeni pacjenta, obywatela, tylko z budżetu państwa” nie dość że jest kłamstwem i wyrazem ekonomicznego analfabetyzmu (jako, że budżet zabiera pacjentowi-obywatelowi) to jeszcze brzmi w naszych uszach jak pospolite, lewackie brednie. Jeśli zmiany będą widoczne przed 4 lipca, rozważę głosowanie na Waszego kandydata. To co, robimy interes?
Wojciech Popiela