Katastrofa rządowego samolotu pod Smoleńskiej jest niewątpliwie ogromną stratą dla naszego kraju. Zginął w niej wielki człowiek, gorący patriota, ostatni prezydent niepodległej Polski, Ryszard Kaczorowski. Śmierć poniosło wiele bardzo zasłużonych dla zachowania prawdy o Katyniu rodaków a Kraj stracił również całe dowództwo naszej armi i co równie niebezpieczne dla suwerenności i tożsamości -kierownictwo Instytutu Pamięci Narodowej.
Pojawia się wiele hipotez na temat przyczyn tego wypadku. Jedną z bardziej popularnych a jednocześnie najmniej prawdopodobnych jest przypisywanie winy Rosjanom. Co prawda, stara maksyma głosi: "ten uczynił, komu przyniosło korzyść" a Putin rzecz jasna nie miał specjalnych powodów by kochać Kaczyńskiego a tym bardziej przedstawicieli Rodzin Katyńskich, ale z punktu widzenia Kremla to wydarzenie jest prawdziwą polityczną katastrofą, bo o ile przed wypadkiem nikogo poza Polakami nie obchodził "jakiś Katyń" o tyle, po upadku polskiego samolotu wszystkie serwisy informacyjne świata wyglądały podobnie: "Dziś rano Prezydent Polski zginął w katastrofie samolotu lecącego do Katynia, gdzie w czasie II Wojny Światowej Rosjanie strzałem w tył głowy wymordowali 22 tysiące polskich oficerów". Pomijam już takie kwestie wizerunkowe (niezwykle ważne dla prestiżu Rosji), jak bezpieczeństwo rosyjskich samolotów, rosyjskich lotnisk, zapewnienie bezpieczeństwa głowie innego państwa itd. Pamiętajmy, że Kreml konsekwentnie odmawiał uznania Katynia za zbrodnię wojenną a po 10 kwietnia nie miał praktycznie innego wyjścia. Jak więc widać, dla Rosjan ten wypadek to same problemy i niesłychanie niezręczna sytuacja. Gdyby już chcieli doprowadzić do katastrofy, to prędzej doprowadziliby do niej na terytorium Polski bądź Białorusi, w czasie powrotu naszej delegacji do domu.
Niewątpliwie, ogromne korzyści to tragiczne wydarzenie przyniosło obecnej ekipie rządzącej. Za jednym zamachem z pola walki zniknął najpoważniejszy konkurent w nadchodzących wyborach prezydenckich a po śmierci Kaczyńskiego jego kompetencje automatycznie przejął prominentny polityk Platformy Obywatelskiej. Daje to rządowi Tuska możliwość przeforsowania praktycznie każdej ustawy, którą do tej pory blokował Kaczyński! Takiego zakresu władzy nie miała w Polsce żadna partia od czasu PZPR. (Polecam doskonałą analizę autorstwa Stanisława Michalkiewicza).
Ale bez względu na to, czy w katastrofie ktoś pomógł czy nie, trzyba uczciwie stwierdzić: to przez nieodpowiedzialność ekipy Lecha Kaczyńskiego kraj znalazł się w wielkim niebezpieczeństwie. Śmierć prezydenta i najważniejszych osób z jego gabinetu, śmierć dowódców wszystkich rodzajów wojsk oraz kierownictwa IPN oznacza w praktyce całkowitą zmianę układu sił na scenie politycznej a rządząca obecnie ekipa uzyskała w ten sposób praktycznie pełnię władzy, oraz możliwość "wyczyszczenie" własnej przeszłości zalegającej w archiwach IPN. Nie jest przecież przypadkiem, że zanim jeszcze przestały dymić resztki samolotu, Komorowski już próbował "zainstalować" się w Instytucie... (Co prawda został odprawiony z kwitkiem, ale na jak długo ???). Aktualny układ sił na polskiej scenie politycznej może budzić podejrzenia, czy aby faktycznym prezydentem Polski nie jest już Angela Merkel lub Erika Steinbach...
Jak więc widać, sprawami bezpieczeństwa narodowego zajmowały się osoby, które nie potrafiły zatroszczyć się nawet o bezpieczeństwo własne (przypominam, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego leciał sobie beztorsko na pokładzie samolotu!). Ocenę sytuacji najlepiej pozostawić fachowcom. A co mówią fachowcy? Dwa przykłady:
profesor Jerzy Maryniak ze Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie w wywiadzie dla Onetu:
[Konrad Piasecki: Panie profesorze, co jest dla pana największą zagadką tej katastrofy 10 kwietnia?
Jerzy Maryniak: Zagadką dla mnie największą to jest decyzja pana prezydenta jako zwierzchnika sił zbrojnych w Polsce - zgrupowanie całego Sztabu Generalnego, dowódców i w części rządu w jednym samolocie. Jeszcze takiego przypadku na świecie chyba nie było. Nauczeni tym, co się stało z Casą, w której zginęło dowództwo operacyjne i techniczne Polski zachodnio-północnej, powinniśmy wiedzieć, że nie wolno puszczać - to jest po prostu przestępstwo - samolotem tylu dygnitarzy i tylu dowódców razem...]
Jeszcze bardziej dosadnie wypowiada się Tomasz Hypki - sekretarz Krajowej Rady Lotnictwa. Znakomity i bardzo merytoryczny wywiad dla Onet TV. Gorąco zachęcam do obejrzenia !